Cześć :)
Muszę znaleźć złoty środek , który umożliwiłby mi jeszcze lepszą organizację mojego czasu, bo mam wrażenie, że ostatnio mam go coraz mniej. Mimo to staram się, żeby wystarczyło mi go na wszystko. I tak od poniedziałku do niedzieli z książkami, sprawdzianami, planowaniem kolejnych zestawów, robieniem zdjęć i pisaniem postów mijają kolejne tygodnie. Jedne bardziej pracowite, drugie mniej, co wcale nie oznacza, że się nudzę, bo zajęcie zawsze jakieś się znajdzie. I nie żebym narzekała, że coś mi się nie podoba, że mogłoby być lepiej bo jest dobrze i chyba nic bym nie zmieniła, no może porę roku. A skoro doszliśmy już do temperatur ujemnych, które bardzo mi dokuczają (życie wiecznego zmarzlucha) to znalazłam sposób na to, by ubieranie się "na cebulkę" było dziewczęce i niekoniecznie ponure. Płaszcz w pepitkę w połączeniu z burgundową spódniczką, puszystym, pudrowym kominem i ulubionymi sweterkami to coś w sam raz dla mnie. Jeśli obawiacie się, że ubranie dwóch sweterków na raz jest niekomfortowe to z ręką na sercu mogę powiedzieć, że jeśli drugi sweterek będzie trochę luźniejszy to napewno nie zmarzniecie, a co więcej jeśli będąc w pomieszczeniu stwierdzicie, że jednak jest Wam za gorąco to rozpinany sweter łatwo zdjąć. Ubiór na cebulkę jest idealny zwłaszcza jeśli wybieracie się na długie przechadzki lub tak jak ja korzystacie z komunikacji miejskiej.
Tymczasem zostawiam Was ze zdjęciami i życzę miłego wieczoru! :)


